wtorek, 9 kwietnia 2019

Czerwone maki na wzgórzu Montmartre

I
Nie miała siły. Koszmary z ostatnich nocy wyssały z niej całą energię, a fakt, że w ciągu pięciu dni zjadła tylko trzy posiłki, wypiła osiem bardzo słodzonych i mocnych kaw oraz spała codziennie przez cztery godziny, tylko potęgowały uczucie zmęczenia i kołatania serca, które nieudolnie starała się zmniejszać magią.
Leżała na brzuchu, z twarzą zwróconą w lewą stronę, patrząc na swój palec, który kreślił na białej, satynowej podusze drobne kółeczka. Przyciskała do piersi jedną z poduszek w kolorze butelkowej zieleni, które były obszyte złotą nicią i zakończone na rogach złotymi frędzlami. Jej włosy były rozłożone na poduchach, a ona sama była przykryta pierzyną tak, że jedyne, co było widać, to jej splątane w kołtuny włosy.